Kategorie
Pisanie Przemyślunki Wydawanie

W krainie MOŻLIWOŚCI!

Zacznę tym razem od tego że po prostu się udało. Chociaż do pierwotnego celu jeszcze parę kroków, to w główniej mierze doczłapałem zmęczony do mety, reszta drogi to raczej czołganie się do wygodnej kanapy. Z dniem dzisiejszym, ma premierę na razie w formie ebooka, moja książkę. Chociaż to niewielka bajka, ale dla mnie i jej bohaterów jest to początek wielkiej przygody.

Z jednej strony może się wydawać to łatwe do osiągnięcia, to jednak takie nie było. Chociaż miałem wsparcie kilku osób, to wszystko musiałem ogarnąć sam. Nauczyć się programów, etapów wydawniczych, a także prawnych/podatkowych bzdur oraz decyzji dotyczących wydania. Nie wspomnę tu o druku który tylko liznąłem (stąd premiera wersji drukowanej w późniejszym terminie).

Jednak na pewno nie wszystko wyszło idealnie ale na razie takie nieidealne musi być (podobno rzeczy nieidealne mają swój urok;D). I chociaż w przyszłości pewnie opowiem o różnych etapach jak i o błędach jakich można w łatwy sposób uniknąć, to może dziś z okazji premiery powiem kilka słów o zrobieniu „czegoś”.

Coachingowa mowa za.. 3..2..1

Żyjemy w krainie wielu możliwości. W czasach przepełnionych technologią i szerokim dostępem do rozwiązań informatycznych, gdzie każdy może tworzyć lub produkować rzeczy bez wychodzenia z domu, a także je sprzedawać, też bez ruszania się ze swoich czterech ścian. Żyjemy w czasach w których każdy może napisać i wydać książkę, a narzędzia które są do tego potrzebne każdy z nas posiada lub są na wyciągnięcie reki (chyba nie muszę dodawać nawiasów i umieszczać w nich tekstu „Bez wychodzenia z domu”?). Internet i komunikacja ułatwiają szybkie zbieranie informacji i jedyne co stoi nam na przeszkodzie, to właśnie zacząć to wykorzystywać do spełniania marzeń.

Więc na co czekasz? Just do it! 🙂

Koniec coachingowej mowy.

I w moim przypadku powstała iskra, spełnienia marzenia. Skoro wszystkie narzędzia mam, to może zacznę pisać jak zawsze chciałem, wymyślać światy i literkowe istoty, dawać im cechy i włożyć w nie uczucia. I chociaż długa droga przede mną, a proces układania tych literek pod różne formaty (co oczywiście do końca nie wyszło.. niech Cię .mobi! :P) to proces nudny i prawdziwa mordęga. To jednak wiem co następnym razem napisać i zrobić lepiej;).

Tak oto powstała bajka którą na razie w wersji elektronicznej można kupić na ebookpoint gdyż, ta platforma należąca do Helion Sp. z o.o. wydała mi się najodpowiedniejsza. W pierwszym kwartale następnego roku postaram się wydać wersję drukowaną w limitowanym nakładzie. Kupując ebooka przyczyniasz się do powstania wersji drukowanej, a jako że 1/5 nakładu drukowanego ma iść do szpitali i przedszkoli, to przy okazji pomagasz w słusznej sprawie;).

Mam nadzieje że chociaż może nie wielka to zawartość, da wam wiele szczęścia :').

Na sam koniec fragment dotyczący zupełnie innej bajki, nie każdy lubi przecież baśnie.

Mróz wdzierał się pod kurtkę wszelkimi możliwymi szparami.
– Nienawidzę go. – powiedział w myślach do siebie, jak by to miało pomóc mu w ogrzaniu się – Dlaczego do diabła nie może być u nas ciągle ciepło, szlak by trafił tą pizgawicę.
Szybko wyjął rękę z kieszeni, ściskając w niej telefon i zerknął aby sprawdzić która godzina.
– 13.44, nosz Kurwa. – przeklną na głoś po czym rozejrzał się dookoła aby upewnić się czy na przystanku nie stoi ktoś jeszcze – Spóźnię się. – dodał – Nie dość że pizga to jeszcze się spóźnię.
Za zakrętu nagle wyjechał autobus. Robert od razu dostrzegł kierowce który w cienkim sweterku i ogrzanej kabinie prowadził pojazd spokojnie i bez pośpiechu.
Stojąc przy krawężniku aby zwrócić uwagę kierowcy na siebie odliczał drobne na bilet, miał nadzieje że tym gestem pokaże kierowcy aby stanął przednimi drzwiami przy nim. To zawsze działało pomyślał i faktycznie, tym razem też się to udało. Drzwi przednie autobusu zatrzymały się przed nim i otworzyły.
Wszedł szybko do środka czując na zmarzniętych policzkach drobinki ciepłego powietrza które tylko po otwarciu drzwi zaczęły z pojazdu uciekać.
– Normalny poproszę. – powiedział pochylając się do małego okienka jak by to było robione dla karłów.
– 3zł – wymamrotał kierowca którego Robert ledwo co zrozumiał przez panujący hałas pasażerów.
Wyrzucił na tackę 3 zł w drobnych, odebrał bilet i usiadł na wolnym miejscu tuż przy przednich drzwiach. Ciepło pomyślał, rozpiął kurtkę i wygodnie rozsiadł. Przed nim 10 minut jazdy. Tylko tyle, ale w taką pogodę to aż tyle.